Góry Świętokrzyskie - marzec 2002r.

To są zdjęcia z wycieczki w góry Świętokrzyskie. Byliśmy tam w marcu tego roku. Nasza paczka, to Lechu, Kaśka, Anka, Agnieszka i ja. Najpierw dojazd do Kielc, oczywiście niemożliwym był zwykły bezstresowy dojazd, musiałem coś pokręcić i zamiast odczytać 7.23 na podizale jazdy ja przeczytałem 7.43 i się spóźniliśmy(ja z Kaśką). Lechowi to popsuło szyki, ale nawet bardzo wkurzony nie był. Grunt, że dotarliśmy na miejsce. Kupiliśmy sobie już bilety na MZK (zdarli jak za woły) i już ucieszeni szliśmy na przystanek, gdy spitolił nam autobus a następny był za 3 godziny. No, jak się pitoli, to wszystko naraz:) Jednak jak się później okazało, nie wyszliśmy na tym źle. Pojechaliśmy busem, który był trzy razy tańszy. Dojechaliśmy do Chęcin nawet przed MZK :)

Wleźliśmy na górę zamkową.Na sam zamek jednak nie, wjazd do ruin kosztował 3zł i sobie podarowaliśmy. Wtedy było jeszcze dość ciepło i bylo fajnie. Przed wyruszeniem w dalszą drogę zapoznaliśmy się z marszrutą i podziwiając ostatni raz zamek,ruszyliśmy. Z Chęcin zeszliśmy szlakiem i po tych przepięknych "górach" chodziliśmy:) Raczej powinno się to nazywać bagnami a nie górami, ale cóż. Przechodziliśmy obok kamieniołomów Zygmuntowskich , skąd brano marmur do budowy Kolumny Zygmunta w Warszawie.

Stamtąd powędrowaliśmy do jaskinii Raj, niestety dane nam było przeczytać jedynie karteczkę, iż jaskinia jest w remoncie(stalaktyty doklejają, czy co?:) i zwiedzać będzie można dopiero w kwietniu. Udaliśmy się w dalszą drogę i już o 16 byliśmy na drodze do Kielc, złapaliśmy busa i dojechaliśmy do stolicy województwa świętokrzyskiego. Poszliśmy na dworzec autobusowy PKS (niesamowity, wygląda jak spodek obcych:) W środku w głównym hallu wisi czarownica na miotle, zapewne w drodze na Łysą Górę:) Wsiedliśmy w PKSa i na wieczór byliśmy w Świętej Katarzynie. Tam nocleg w szkole z harcerzami(dlaczego oni muszą zawsze mieć w nocy jakieś apele i drą się jak dzicy?) Dobrze, że człowiek przyzwyczajony do nocnych harców współlokatorów w akademiku nie dał się wyrwać z błogiego snu:) Na kolację Lechu przygotował "berbeluchę" i "gluta" :) Nazwy może mało apetyczne, ale potrawy pod nimi się kryjące-sycące i smaczne a po tak męczącym dniu poprawiające humor wędrowcom. Niektórzy mieli okazję spróbować onego "gluta" w Krościanku na Rajdzie PK w 2001r.:)

Nad ranem dopiero nadludzkim wysiłkiem o 6.00 zwlekliśmy się ze swoich pieleszy. U stóp Łysicy wypływa źródełko św. Franciszka. Jak stary obyczaj nakazuje wypiliśmy z Lechem po kubku tej wody i "zaliczyliśmy" tym samym kolejne św. źródełko po już ich niezliczonej wcześniej ilości, ech tyleżeśmy tej świętej wody wypili, że aureole nam już świecą. O 8 już byliśmy w drodze na Łysicę i przed 10 zdobylismy ten niebywale wyniosły szczyt(612mnpm) co uwieczniliśmy na zdjęciach.

Były tam również gołoborza. Jednak jakoś inaczej sobie je wyobrażałem... chyba bardziej okazałe.


Udało nam się uwiecznić na zdjęciach 3 autentyczne czarownice pod Ich domkiem(kurzą łapkę schował:).

Siedzący naprogu zmęczony i załamujący ręce człowiek to własnie ja, rozmyślałem nad tym, czy rzeczywiście nie da się już wolniej iść.
Następnie zawadziliśmy o kapliczkę św. Mikołaja i powoli doszliśmy do Łysej Góry(595mnpm) tam podziwialiśmy ciekawsze (większe) niż na Łysicy gołoborza .
Znajduje się tam kościół i opactwo benedyktyńskie na świętym krzyżu .

Dodatkową atrakcją przy zwiedzaniu kościoła była krypta grobowa ze zmumifikowanymi szczątkami Jeremiego Wiśniowieckiego(albo się chłop skurczył, albo był strasznym knypkiem;)

Na szczycie góry znajduje się również nadjnik TV i tabliczka ostrzegająca o spadających różnych przedmiotach i odłamkach lodowych wcale nie jest tam od picu, co widać może niebyt wyraźnie na zdjęciu:)

Stamtąd zeszliśmy do Nowej Słupii, gdzie znajduje się piaskowy głaz narzutowy zwany "pielgrzymem". Podanie ludowe głosi, iż był on kiedyś pielgrzymem a bluźniąc przeciw Bogu został zamieniony w kamień. Teraz co rok przemieszcza się o ziarnko maku w kierunku kościoła na św. Krzyżu i gdy tam dotrze nastąpi koniec świata(bez obaw ma jeszcze baaaaaaaaardzo dużo ziarenek do przejścia;) I tam zakończylismy wycieczkę , autobusem PKSu wróciliśmy do Kielc i stamtąd pociągiem do Krakowa. Dość kosztowny wyjazd(przede wszystkim przejazdy) ale dawno już z Lechem nie łaziłem, więc nie żałuję:) Niektórzy mieli okazję już ze mną wędrować i nie słyszałem od Nich słowa skargi, więc myślę, że byli zadowoleni:) Gdy będę się wybierał w następną trasę, dam znać wcześniej i może ktoś nieświadom czekających go trudów ale i przyjemności da się skusić:)