Roztocze - lipiec 1996r.
Niestety zdjęć z pierwszego dnia brak :( Wyszliśmy z Szastarki i doszliśmy do Batorza gdzie spaliśmy. Bardzo mili ludzie nas przyjęli i prawie za darmo przenocowali. Miło wspominam Batorz. Znajduje się tam pomnik Węgrów poległych w powstaniu styczniowym 1863r. Oraz Borelowskiego który również tam zakończył swój żywot walcząc o wolność Waszą i Naszą :) Ciekawy cmentarzyk na wzgórku, prawdopodobnie dawnym grodziszczu. Do tkaich wniosków w każdym razie doszliśmy. Trasa była lekka, łatwa i przyjemna. Niecałe 3 godziny szliśmy wtedy.Drugi dzień wędrówki: Batorz-Zwierzyniec. Wtedy dało nam popalić. Z rana już pogoda się popsuła, siąpiło sobie co chwilę. Szliśmy wąwozami lessowymi i łąkami. Niestety znakarze postaniwili pójść na łatwiznę i namalować szlak tam gdzie samochodem można było dojechać. Więc drałowaliśmy szosami. Pozwolio mi to poznać smak prawdziwego bólu po odbiciu sobi pięt od kości :) Ale czego się nie robi dla przyjemności :) Trasa raczej nieciekawa, dość długa (ponad 50 km) Z ciekawszych rzeczy to tylko, to że zaliczyliśmy Szczebrzeszyn. Niestety pomimo tego że wypatrzyliśmy trzciny, to chcrząszcza nie było słychać jak brzmi :)
Wejście na jeden z pagórków Roztocza. Wychodziliśmy bodajże od wsi Huta Stara. Takie piaszczyste drogi, to codzienność na roztoczu. Niezbyt wygodnie się po nich chodzi, ale nie ma co narzekać. W sumie to mogę przedstawić naszą "Drużynę Pierścienia" :) Od lewej idą: Tomek "Bambik", Lechu, mój brat "Łukasz" i ja. Zdjęcie robił mój tato.
Posiłek wygłodniałych wędrowców. Rozłożyliśmy sie na skraju jakiegoś lasku i zagotowliśmy jakąś ciepłą strawę. Składała się na nią konserwa "Turystyczna" oraz zupka w proszku bobajże "Żurek" :) Mniam.....
Trzeci dzień wędrówki Zwierzyniec-Krasnobród.Noc pozwoliła trochę odpocząć naszym zmasakrowanym stopom:) Spaliśmy w szkole więc pionierskim sposobem zrbiłem sobie wkładki do butów ze znalezionej w szkole gąbki :) Mam nadzieję, że dyrektorka się nie wkurzyła.
Zwierzyniec. Przepiękne miasteczko z WŁASNYM BROWAREM :) Piwo całkiem dobre, nawet w Krakowie można kupić. Stoję sobie na pomniku bohaterów walki z szarańczą:) Niezły pomniczek. Ten gość na górze to jeden z bohaterów tamtyh wydarzeń ;) Poza tym z ciekawych rzeczy mają jeszcze na wysepce pomniczek pieska Marysieńki (tej od Sobieskiego :) Jeszcze z ciekawych rzeczy to kościół z XVIIw. na wodzie (na wysepce w nocy pięknie oświetlony) Jeśli ktoś będzie na Roztoczu, to naprawdę warto wdrepnąć do Zwierzyńca, przepięknie położony w cichej okolicy wśród pięknych lasów, to trzeba zobaczyć :) Zdjęcie zrobione rano, wszyscy raźni i weseli gotowi do kolejnego dnia wędrówki:)
No i kolejny nocleg. Też w szkole. Nawet fajnie było. Wszyscy się wymęczyli co widać na załączonym obrazku. Niestety jedyne co mogli nam tam zaoferować była podłoga, ale nie narzekaliśmy :) Już nam było wszystko jedno. Co ciekawe oprócz zalewu w Krasnoblodzie był(a może jeszcze jest) wyciąg narciarski :)
Higiena stóp najważniejsza dla wędrowców, o tym każdy szanujący się turysta wie :) Swoją drogą było to przyjemne po całym dniu w przepoconych butach móc wymoszyć trochę nogi :)
Dzień czwarty i ostatni:( Krasnobród-Bełżec.
Opuszczamy już niestety piękny Krasnobrodzki Park Krajobrazowy. Zaczą się kolejny dzień wędrówki. Teraz już szliśmy po płaskim terenie. Przepiękne lasy, drzewa tak grube, że nie sposób w 3 osoby obiąć. Po prostu cudo :)
"Zasięgneliśmy języka". Właśnie tubylec tłupaczy nam jak gdzieś się można na skróty dostać. Mój tato wysłuchuje tego uważnie. Gość mówił, "Panie, tu takie lasy, że jak wejdzie to i dwa dni nie wyjdzie" :) No nam wystarczyły 3 godziny i się przedostaliśmy tam gdzie chcieliśmy :) Ogólnie bardzo mili ludzie żyją na Roztoczu. Drugiego dnia stawiali mojemu tacie piwo jak pod sklepem podbijaliśmy pieczątki:) Bardzo uczynni i fajni. Nie wszędzie takich się spotyka!
No tu właśnie idziemy przez ten niesamowicie wieliki las :) Na szczęście udało nam się go przebyć. Czego dowodem jest ten list :)
To jest pole truskawek, które uratowało nam życie :) Z Krasnobrodu wyszliśmy w niedzielę o 7.00 Nie mieliśmy chleba i nigdzie o tak wczesnej porze go kupić nie mogliśmy. Głodni byliśmy jak cholera! Na szczęście natura łaskawa uratowała nas i wykarmiła:) Truskawki jedliśmy jak leciało, z piaskiem ziemią :) Chyba z 1.5 kg udało mi się zjeść :) Niestety ode wsi zobaczyliśmy biegnącego chłopa i musialiśmy zwijać manatki. Gdyby nie to, że chłop wyglądał groźnie (powagi dodawała Mu trzymana w ręku siekiera:) to nic byśmy sobie z tego nie robili.
No i zakończyliśmy naszą wycieczkę. Z Bełżca do Przemyśla dostaliśmy się pociągiem. Nadmienić mogę, że w Bełżcu był żydowski obóz koncentracyjny. Poza tym nic ciekawego. Tak oto to się za młodu bawiłem :)Polecam takiego typu spędzanie czasu wolnego, naprawdę fajnie się później wspomina na stare lata :)











